Historia pewnej rysy

Zrobiłem to po raz pierwszy i ostatni. Przysięgam na wszystkie świętości: nigdy więcej! Już nigdy, przenigdy nie pożyczę nikomu mojego samochodu. Parę dni temu, na moim progu zjawił się dawno niewidziany kolega, który w trybie, który określam jako „już-teraz-natychmiast” musiał gdzieś pojechać, a jego samochód właśnie ogłosił strajk okupacyjny garażu. Moje dobre serduszko powiedziało wprost: nie bądź prosie – pożycz. Tak też zrobiłem aby teraz rozpaczać nad zadrapanym zderzakiem.I co teraz? Mój eks-kolega ulotnił się bez słowa, więc nie miałem innego wyjścia, jak poszukać lakiernika i zapamiętać tą nauczkę. Kierowany pozytywnymi opiniami wybrałem zakład zajmujący się przywracaniem karoserii do stanu świetności.  Słyszałem, że pracują tam prawdziwi specjaliści, którzy z zardzewiałej puszki po szprotkach robią motoryzacyjne dzieło sztuki. Nie miałem nic więcej do stracenia, więc ruszyłem moim poranionym do gołej blachy samochodem pod wskazany adres.Ten zakład lakierniczy ostatecznie okazał się strzałem w dziesiątkę. Fachowcy uzbrojeni w profesjonalne pistolety natryskowe do farby idealnie pokryli wszystkie wgłębienia. Najpierw wygładzili całą „szramę”, polerując do gładkości. Na to położyli kilka warstw podkładowych a następnie warstwę samego koloru. Przysięgam, nie jestem w stanie zauważyć granicy między nowym a starym kolorem. Po zakończonej pracy fachowiec poinformował mnie, że ten efekt zawdzięczam  niedawno kupionym pistoletom natryskowym, dzięki którym mogą pokryć większą powierzchnię, stosując tą samą ilość farby co zawsze. W ten sposób nie powstają nieestetyczne bruzdy i grudki, a lakier wygląda niemal lepiej od oryginalnego. Przyznaję – coś w tym jest!Tutaj przyznam się po cichu, że od dawna zastanawiałem się nad przemalowaniem całego samochodu. Jeśli użyje do tego tych samych pistoletów co lakiernik, mam szansę zaoszczędzić farbę i prąd, bo nie muszę zużyć tyle energii elektrycznej ile wymagają mniej zaawansowane technologicznie pistolety. Jeśli ostateczny efekt będzie tak idealny jak w przypadku zadrapania autorstwa mojego eks-kolegi, moje auto będzie chyba ładniejsze niż w dniu kupna!