Nie tylko w Smoleńsku

Spiskowe teorie dziejów na stałe wpisały się w naszą rzeczywistość. Powszechne doszukiwanie się ukrytych znaczeń, zwalanie winy na innych i próby udowodnienia, że tupolewa wcale nie było, a w rzeczywistości funkcjonujemy w polskiej hiperrzeczywistości jest medialną codziennością.Oczywiście w dziedzinie spiskowej teorii dziejów przodują Amerykanie i ich bajeczki o II wojnie światowej i Związku Radzieckim. Jest również i nasza rodzima, że przyjazd Lenina do Rosji był tak naprawdę niemiecką dywersją na tyłach carskiego państwa – przyszły Wódz miał przyjechać do Petersburga szwedzkim pociągiem, z zapasem szwajcarskiego złota pochodzącego z handlu kolonialnego Rzeszy Niemieckiej, żeby wzniecić rewolucję i osłabić carat. Oczywiście teoria ta jest mocno naciągana, ale bardziej prawdopodobna niż bajeczka o Anastazji i młodym carewiczu, którzy cudem uniknęli rozstrzelania i żyją sobie szczęśliwie w Kanadzie.Oprócz teorii spiskowych dotyczących ZSRR, katastrofy smoleńskiej i winy premiera Tuska za brak deszczu w dolinie rzeki Mara, ciągle odnajdujemy kolejne spiskowe teorie, jak na przykład TA – jakże swojska, a jakże przy tym życiowa. Niezaprzeczalnie pseudohistorycy i pseudonaukowcy innych dziedzin lubują się w teoriach spiskowych nie bez przypadku. Bo czymże byłaby akademicka dokładność bez odrobiny paranoi w życiu?