Wielkie wiosenne sprzątanie

W tym roku podjąłem ważne postanowienie. Tym razem, wiosenne porządki nie skończą się na ukryciu kurzu pod dywanem. Metoda w sumie i tak niezbyt skuteczna, bo domownicy ekspresowo odkrywali moje drobne oszustwo. Aby tylko uniknąć ogromnej kłótni i wypominania mi mojego skończonego lenistwa przez cały następny rok, wyznaczyłem sobie niezwykle ambitny plan przeprowadzenia wiosennej rewolucji pachnącej świeżością i środkami czystości. Ale oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie szukał jakiejś wygodnej drogi na skróty. A jakiej?Nie, nie zatrudniłem ekipy sprzątającej, przeciwnie: ze wszystkim poradziłem sobie sam. Jak wspomniałem, obrałem niezwykle ambitną taktykę, która przewidywała udział jednego tylko uczestnika. Teraz mogę się pochwalić, że rozegrałem to niczym rasowy strateg.Mój plan obejmował nie był specjalnie skomplikowany i obejmował jedynie kilka krótkich etapów. Na początek, rozejrzałem się za sprzętem, który wykona za mnie możliwie dużo “czarnej roboty”. (trafne stwierdzenie). Pomocnika nalazłem w Internecie, a ściślej rzecz ujmując, na stronie www.emaks.pl . Spośród wszystkich oferowanych urządzeń najbardziej zainteresowały mnie myjki ultradźwiękowe. Czemu zdecydowałem się właśnie na takie cudo? Najbardziej przekonało mnie to, że działają niemal samodzielnie – dla mnie ideał. Wysłałem zamówienie, kurier dotarł już po dwóch dniach, szybko więc rozpakowałem paczkę i od razu rozpocząłem testy. Na początek wziąłem się za kolekcję dosyć wiekowych figurek. Ich ręczne czyszczenie pewnie potrwałoby do kolejnych wiosennych porządków. Z roku na rok odkładałem sprzątanie bo nieco odstręczała mnie wizja kontaktu z miękką, puchatą, acz wcale nieestetyczną warstwą lepiącego kurzu. Po prostu coś obrzydliwego.I tu nadchodzi czas na kolejny etap planu. Bibeloty powędrowały do trzewi myjki ultradźwiękowej, doprawiłem je odrobiną detergentu… i wtedy Azor zaczął domagać się swoich praw. No cóż, siła wyższa. Myjka działa bez mojej pomocy i nie potrzebuje żadnego nadzoru, więc mogłem oddać się spacerowi z ulubieńcem. Tak wesoło upłynęło nam 1,5 godziny, po których mogłem już opróżnić oczyszczacz ultradźwiękowy i ustawić nieskażone żadną rysą drobiazgi ponownie na półce. Aż się wierzyć nie chce, że taki drobiazg całkowicie zmienił kolory mojej sypialni. Ni stąd ni zowąd okazało się, że porcelana, z której wykonano figurki nie jest szara. Zainspirowany tym sukcesem, tak samo postąpiłem ze starymi okularami i biżuterią żony. Niestety, z czasem zabrakło mi drobnych sprzętów wymagających czyszczenia – a już zaczynałem się już dobrze bawić!Podsumujmy moją taktykę: nie napracowałem się za bardzo, wyprowadziłem Azora na spacer a na koniec miałem już idealnie wyczyszczone bibeloty. Teraz trzeba już tylko dokładnie odkurzyć dywany, umyć okna – i dzięki myjkom ultradźwiękowym, jestem już całkowicie przygotowany na przyjście wiosny!